Kultura popularna ma ogromny wpływ na nasze postawy wobec starzenia się i starości. Filmy, seriale i książki kształtują sposób, w jaki myślimy o późniejszej dorosłości, czego się po niej spodziewamy i jakich emocji z nią doświadczamy.
Przez lata późniejsza dorosłość i starość były w kulturze popularnej słabo reprezentowane. Dojrzali bohaterowie często pozostawali jedynie tłem dla historii młodszych postaci albo pokazywano ich głównie przez pryzmat choroby czy zależności. Takie narracje utrwalały stereotypowy i często lękowy obraz starzenia się.
Skoro kultura popularna może wzmacniać lęk przed starzeniem się, może również pomagać go oswajać. Wszystko zależy od tego, jakie historie opowiada i jakie obrazy starości pokazuje.
Serial „Cztery pory roku” pokazuje, że życie po pięćdziesiątce może być czasem pozytywnych zmian, humoru, przyjaźni i nowych początków, a nie stopniowego wycofania i godzenia się z przemijaniem.
Takie przedstawianie bohaterów nie jest przypadkiem. Twórcy odchodzą od stereotypowych obrazów starzenia się i proponują historie, które pokazują ten proces w bardziej różnorodny sposób. Tego typu opowieści pojawiają się coraz częściej, a ich popularność ma swoje społeczne i ekonomiczne przyczyny.
Społeczeństwa się starzeją, a osoby po pięćdziesiątce i sześćdziesiątce stanowią coraz liczniejszą grupę odbiorców kultury. Co równie istotne – często dysponują także większą siłą nabywczą niż młodsze pokolenia. Przemysł filmowy doskonale to rozumie. Wie, że jeśli chce utrzymywać zysk, musi dostrzegać tę grupę i tworzyć dla niej atrakcyjne treści.
Na szczęście nie oznacza to wyłącznie większej liczby dojrzałych bohaterów na ekranie. Coraz częściej są to postacie złożone, zabawne, przeżywające normalne życiowe problemy. Właśnie dlatego tak bardzo spodobały mi się „Cztery pory roku”.
Muszę przyznać, że ten serial wnosi coś ciekawego do sposobu, w jaki kultura popularna opowiada o starzeniu się.
Bohaterowie mają około sześćdziesięciu lat. W dużej mierze odchowali już dzieci, ich kariery zawodowe są ustabilizowane, a oni znowu mają czas dla siebie. Spotykają się z przyjaciółmi, wyjeżdżają na wspólne weekendy, zakochują się, kłócą, śmieją, piją wino do późnej nocy – zachowują się w sposób, który wiele osób kojarzy raczej z okresem studiów niż z późniejszą dorosłością.
Późna dorosłość jako czas wolności
Serial przypomina, że dla wielu osób pięćdziesiątka i sześćdziesiątka nie oznaczają końca aktywnego życia, ale początek zupełnie nowego etapu. Dzieci stają się samodzielne, obowiązków jest mniej, a czasu dla siebie więcej.
To moment, w którym można wrócić do przyjaźni, podróży i życia towarzyskiego.
Bohaterowie serialu to zamożni Amerykanie, dbający o relacje. I tutaj serial mimochodem przypomina, jak ogromne znaczenie dla komfortu drugiej połowy życia mają decyzje podejmowane wcześniej. Dbanie o zdrowie, bezpieczeństwo finansowe czy budowanie relacji okazują się inwestycją w jakość życia po pięćdziesiątce i sześćdziesiątce.
Baby boomers śmieją się z samych siebie
Ogromnym atutem serialu jest humor.
Twórcy z dużym wyczuciem pokazują codzienność pokolenia baby boomers, czasem zestawiając ją z podejściem młodszych generacji. Dialogi są momentami przerysowane i celne, a humor przypomina ten znany z memów o ludziach po trzydziestce:
– Która godzina? Jestem wykończona, mam wrażenie, jakby była trzecia nad ranem.
– Jest dwudziesta.
Albo:
– Dlaczego w tym wieku tak trudno jest nam podejmować decyzje?
– Bo wiemy, że zostało nam mniej czasu i szkoda nam go na złe wybory.
– Dzięki Bogu już niedługo koniec.
To humor, który nie wyśmiewa wieku, ale pozwala spojrzeć na niego z czułością i dystansem.
Bohaterowie, których naprawdę się lubi
Największą siłą serialu są świetnie skonstruowani bohaterowie. Każdy z nich ma wyrazistą osobowość, własne słabości i zupełnie inny sposób patrzenia na świat. Trudno wskazać jednego głównego bohatera, ponieważ twórcy z dużym wyczuciem rozkładają uwagę pomiędzy całą szóstkę przyjaciół. Dzięki temu każdy dostaje swoją historię i moment, by wybrzmieć.
To również zasługa znakomitej obsady. Choć w serialu występuje Steve Carell, uwielbiany przez widzów za rolę Michaela Scotta w The Office, nie dominuje nad pozostałymi aktorami. Wręcz przeciwnie – każdy z bohaterów wnosi do tej historii coś wyjątkowego, a między nimi czuć autentyczną chemię.
Dlaczego warto obejrzeć „Cztery pory roku”?
Jako psychogerontolożka coraz częściej myślę o tym, jak ogromny wpływ na nasze postawy wobec starzenia się ma kultura popularna. To ona przez lata współtworzyła lęk przed zmarszczkami, utratą sprawności czy przekonanie, że wszystko, co najlepsze, jest już za nami.
Dlatego tak cieszą mnie seriale takie jak „Cztery pory roku”. Nie udają, że późniejsza dorosłość jest pozbawiona problemów, ale pokazują, że może być również czasem przyjaźni, miłości, śmiechu i odzyskiwania przestrzeni dla siebie.
Oglądając ten serial, kilka razy złapałam się na myśli: „Mam nadzieję, że kiedyś będę spędzała czas w taki sposób”. I chyba trudno o lepszą rekomendację. Jeśli kultura popularna przez lata uczyła nas bać się starzenia, to właśnie takie historie mogą sprawiać, że zamiast obawiać się tego, co przed nami, zaczynamy czekać na kolejne etapy życia z większą ciekawością.